-Ale jak NADAL? – zapytał
zszokowany mężczyzna – Czyli ten dom już był wtedy?
-Ale co? Nawiedzony? On taki od
zawsze…
-To czemu mi nigdy nic nie
mówiłaś?! Ten dom nam zagraża, co jak ta zjawa nam porwie Mia’e?! Albo nas?!
Albo wszystkich pozabija?! Widzę, że nie pomyślałaś o tym!
-Maks, proszę nie bądź zły…
Myślałam, że ty wiesz… - Powiedziała zasmucona Anna
W
tym momencie nagle wbiegła Mia. Prosiła by już wracać do domu. Rodzice się
zgodzili. Podczas powrotu Anne martwiła ciągle ta kłotnia, oraz nawiedzony dom.
Maks chyba starał się zapomnieć, bo ciągle wymyślał jakieś wesołe tematy.
Ludzie przechodzący obok nich wyśmiewali się z braku takiej nowoczesnej
technologii w domu. Jednak nie to było kłopotem…
Gdy
już wrócili, chwilę później poszli spać. Noc była jasna, ponieważ wszędzie
świeciły lampy. Anna nie mogła zasnąć. Leżała wpatrywając się w okno.
-A no tak.. Zapomniałam zasłonić
żaluzji. – szepnęła do siebie, po czym wstała
i podeszła do okna.
Nagle lampy w okolicy ich domu…
ZGASŁY! Ania z przerażeniem myślała, że to tylko chwilowy brak dostawy prądu.
Jednak działo się tylko w ich okolicy. Dziewczyna z przerażeniem chciała się położyć, lecz coś ją nagle
zatrzymało. Nie mogła się ani poruszać, ani mówić. Była przez coś „Schwytana”.
Nagle ktoś przykrył jej oczy, przez co nic nie widziała. Nagle poczuła zimny
powiew wiatru przechodzący przez jej letnią piżamę. Wiedziała, że nie ma gruntu
pod nogami. Nagle ktoś odsłonił jej
oczy. Była to znajoma twarz, jednak Anna nie mogła się zorientować kto to.
-Anna! – Wykrzykneła ze zgrozą
dziewczyna
-Kim jesteś? – Spytała
wystraszona
- Nie pamiętasz mnie?! To ja
Izzy! To przez ciebie mnie zabili, bo mama kazała mi iść, sprawdzić jak się
czujesz, bo ją prosiłaś… Żałosna jesteś! Jeszcze mi nawet nie pomogłaś… Szkoda
gadać, lepiej spójrz w dół, to mnie uspokoi.
Anna
zerknęła pod siebie. Nie miała gruntu pod nogami, tylko wielką głęboką dziurę,
najprawdopodobniej kończącą się powierzchnią, która może zabić.
-Izzy, proszę nie rób mi tego!
Proszę cofnij czas, ja wszystko odkręce! Nawet jeśli mam nigdy nie spotkać
Maksa… Ja nie chce umierać! Proszę -
Powiedziała z nadzieją Ania
-NIE!
W
tym czasie dziewczyna została puszczona i czuła jak leci w dół. Nagle walnęła w coś twardego i… I nadal żyła,
ale nie czuła nic. Nie czuła bólu, smutków, żalów do ludzi, NIC!