Rozdział VIII

                Anna nie wiedziała co ma robić – Uciekać, czy jednak zostać w nieznanym kraju? Miała dość karcenia ją za złe czyny. W równy miesiąc umiała już język angielski ( Tam porozumiewała się z nimi po tym) chociaż i tak to państwo nie było Anglią. Pewnego dnia została przydzielona do oddziału w którym przeżyły same dzieci i nastolatki z Polski. Każdy miał twarde łóżko piętrowe do wyboru – góra czy dół? Ania wybrała górę. Na dole umiejscowił się chłopiec o imieniu Lubert Andrews. Widać, że dużo przeżył ponieważ na twarzy miał dużo ran. Na następny dzień musiała iść strzelać. Dowiedziała się od ludzi z oddziału, że jej miasto jest już niczym.  A od kogo? Od pewnego Maksa Bress który ma 15 lat i MUSIAŁ pomagać strzelać. Bronił się, że nie zabił żadnego rodaka. Ani się przypomnieli ludzie z miasta.
-Maks, a przeżyli jacyś dorośli? – Zapytała smutno dziewczynka
-Nie wiem… Wprawdzie został jeden dom, którego nie dało się zniszczyć nawet najbardziej mocnymi bombami. Może tam się ktoś ukrył?
-O Matko! Muszę to jak najszybciej sprawdzić! Oni mogą mnie potrzebować!!
-Aniu, ale jak ty chcesz to zrobić? To niemożliwe! Jak cie złapią żołnierze, to cię zabiją!
-Trudno! Muszę tam iść! Tam może być moja rodzina – Ta prawdziwa i przyszywana…
-Jak tak to idę z tobą! – powiedział zdecydowany lecz przerażony swoich słów Maks.
-Dziękuję. Wyruszamy dzisiaj o 22:35!
-Dobra. Już i tak nie długo ta godzina.
Gdy nastała pora ucieczki Dzieci spotkały się przy umówionym miejscu. Wzięli w razie czego kilka pistoletów i jedzenie. Biegli lasem po śladach wydeptanej trawy. Zajęło im to wiele godzin.
                Gdy nastał wieczór postanowili odpocząć. Jednak gdy jedli usłyszeli strzały i krzyki.
-Szukają nas… - powiedział Maks
-To co mamy robić? – spytała zakłopotana Anna
-Możemy albo dać im się złapać, albo uciekać…
-Wybieram tą drugą opcje!
-Ale nam we dwójkę się nie uda ucieć… Wiele osób to przerabiało… I we dwójkę byli zabici bo byli zbyt wolni by uciec…
-To co mamy robić?!
- Ja zostanę, ty uciekaj! Jak mi się uda to im ucieknę. Ale nie biegnij po wydeptanej trawie i nie rozmawiaj! Biegnij najszybciej jak możesz! – Dawał rady Maks – A teraz uciekaj zanim cię złapią!
                Ania pożegnała się z Maksem i uciekła. Biegła najszybciej jak mogła gdy nagle uświadomiła sobie, że jest całkowicie sama. Nie wiedziała gdzie ma biec. Była wskazana tylko na siebie. Martwiła się o Maksa. Biegła tak cały dzień. Nagle zobaczyła, że zamiast lasu jest asfalt (prawie nic z niego nie było).
-Jezu, to chyba moje miasto? – pomyślała z niedowierzaniem.

                Szła w stronę gdzie kiedyś było centrum. Nic z niego nie zostało. Nagle zobaczyła Jeden nie zniszczony dom…