-Pani Blackbert, proszę niech
Pani mnie nie odwozi do domu! Mogę nawet zostać na ulicy, ale proszę nie w
domu… - Błagała Ania
- Przykro mi, nie jestem taka by
zostawiać dzieci na ulicy Anno… Wracasz do domu i koniec! Zadzwonie do twojej
babci i dowiem się gdzie jest…
Niestety
pomimo wielokrotnych prób Małgorzaty, Jonnie nie odebrała. Annie przypominały
się chwile gdy uciekała z domu przed straszną zjawą… Na tą myśl łzy same
leciały jej z oczu, bez opanowania. Nagle gdy dziewczynka wyjrzała przez okno
samochodu zobaczyła swój dom. Wiedziała, że tajemnicza kobieta nadal tam
jest, gdyż widziała cień poruszający się po pokoju dziewczynki.
-Anno, wysiadaj!
-Pani Blackbert, proszę nie… Boje
się!
-Ale już! Równie dobrze mogłaś
iść sama przez las. Zrobiłam ci łaskę odwożąc cię… - Powiedziała zdenerwowana
Małgorzata – Wysiadaj już!
Anna wysiadła udając, że idzie do
domu. Gdy auto Blackbertów odjechało do lasu dziewczynka zaczęła uciekać.
Biegła w stronę inną niż ich dom. Biegła w stronę sierocińca. Nagle dziewczynka
zauważyła jakąś Kobietę. Była miła, uśmiechnięta oraz radosna.
-Dziecinko, a co ty robisz o tej
porze na dworzu? – Spytała radośnie a zarazem troskliwie
-Ja… Ja no… Ja biegne do
sierocińca…
-Dlaczego? Również dobrze możesz
na razie zamieszkać u mnie… - Powiedziała radośnie
Anna bez żadnych wahań zgodziła
się. Po drodze dowiedziała się kilku rzeczy o kobiecie, a dokładniej o Andrea
(Czyt. Andri). Pochodziła ona z Anglii, miała 2 synów i 1 córkę. Jej mąż zmarł
rok temu na raka trzustki. Andrea ma 43 lata i mieszka w wielkim domu, z
którego korzysta tylko z 2 pokoi. Dziewczynka dostała niewielki pokoik z
łóżkiem, telewizorkiem i szafą. Jednak ten pokój był najbardziej tajemniczy~
Szafa była niewielka, lecz gdy się ją otworzyło była większa od jej pokoju.
Pewnego razu dziewczynka zaprosiła do siebie Izzy. Bawiły się w całym domu w
chowanego. Anna schowała się do szafy lecz nagle poczuła, że nie jest w niej, tylko w
tajemniczej krainie…