Rozdział IV

-Pani Blackbert, proszę niech Pani mnie nie odwozi do domu! Mogę nawet zostać na ulicy, ale proszę nie w domu… - Błagała Ania
- Przykro mi, nie jestem taka by zostawiać dzieci na ulicy Anno… Wracasz do domu i koniec! Zadzwonie do twojej babci i dowiem się gdzie jest…
                Niestety pomimo wielokrotnych prób Małgorzaty, Jonnie nie odebrała. Annie przypominały się chwile gdy uciekała z domu przed straszną zjawą… Na tą myśl łzy same leciały jej z oczu, bez opanowania. Nagle gdy dziewczynka wyjrzała przez okno samochodu  zobaczyła swój dom.  Wiedziała, że tajemnicza kobieta nadal tam jest, gdyż widziała cień poruszający się po pokoju dziewczynki.
-Anno, wysiadaj!
-Pani Blackbert, proszę nie… Boje się!
-Ale już! Równie dobrze mogłaś iść sama przez las. Zrobiłam ci łaskę odwożąc cię… - Powiedziała zdenerwowana Małgorzata – Wysiadaj już!
Anna wysiadła udając, że idzie do domu. Gdy auto Blackbertów odjechało do lasu dziewczynka zaczęła uciekać. Biegła w stronę inną niż ich dom. Biegła w stronę sierocińca. Nagle dziewczynka zauważyła jakąś Kobietę. Była miła, uśmiechnięta oraz radosna.
-Dziecinko, a co ty robisz o tej porze na dworzu? – Spytała radośnie a zarazem troskliwie
-Ja… Ja no… Ja biegne do sierocińca…
-Dlaczego? Również dobrze możesz na razie zamieszkać u mnie… - Powiedziała radośnie

Anna bez żadnych wahań zgodziła się. Po drodze dowiedziała się kilku rzeczy o kobiecie, a dokładniej o Andrea (Czyt. Andri). Pochodziła ona z Anglii, miała 2 synów i 1 córkę. Jej mąż zmarł rok temu na raka trzustki. Andrea ma 43 lata i mieszka w wielkim domu, z którego korzysta tylko z 2 pokoi. Dziewczynka dostała niewielki pokoik z łóżkiem, telewizorkiem i szafą. Jednak ten pokój był najbardziej tajemniczy~ Szafa była niewielka, lecz gdy się ją otworzyło była większa od jej pokoju. Pewnego razu dziewczynka zaprosiła do siebie Izzy. Bawiły się w całym domu w chowanego. Anna schowała się do szafy lecz  nagle poczuła, że nie jest w niej, tylko w tajemniczej krainie…