Rozdział III

Anna postanowiła uciec. Otworzyła swoje okno i pomimo, że była na trzecim piętrze wyskoczyła. Czuła, że to się źle skończy z czym się nie pomyliła. Dziewczynka wstała łapiąc się za kolano. Ból był okropny. Pomimo to postanowiła uciec.
Przebiegła przez las którym razem ze swoją najlepszą przyjaciółką Izzy (Czyt. Izi ) Nazwały Lasem Śmierci gdyż w latach XX Wiele osób zaginęło tam. Ania zawsze bała się  tamtędy przechodzić, ale teraz strach był większy cofnąć się do domu. Przebiegła jak najszybciej mogła nie zapominając o bólu kolana. Nie zauważyła nawet, że jest już na łące która nawet w ciągu dnia wyglądała jak pustkowie na którym nie ma ani jednej żywej duszy, była bardzo piękna. Jej kwiaty mieniły się w blasku słońca, kołysząc się radośnie gdyż wiał lekki wiaterek. Ania była już przy domu Izzy. Zapukała do jej drzwi, a gdy je otworzyła Panna Blackbert ( Mama Izzy) Ania prosiła ją by ją wpuściła.
-Dzień dobry Pani Blackbert. Czy mogła bym wejść? Musze pogadać z Izzy. To ważne!
-Ależ dziecko! Co ci się stało? – Spytała zmartwiona Pani Blackbert – Czemu masz jakieś sine i dziwnie wygięte kolano?? Trzeba natychmiast coś z tym zrobić!
-Nie Proszę Pani… Ja nie potrzebuję pomocy…
-Aniu, ja widzę, że jej potrzebujesz. Mateuszu – Rzekła do swojego męża – Przynieś mi apteczkę!
-Ależ Małgorzato, po co ci ona? Czy coś się stało Izzy?
-Nie Mateuszu, to Anna przyszła i ma coś z nogą. Trzeba sprawdzić czy kolano nie jest zwichnięte, lub co gorsza złamane!
-Anna?! Jakim prawem ją wpuszczasz do domu?! Pamiętasz co mówiliśmy o tym, że ma bardzo zły wpływ na Izzy?
-Mateuszu! Miałeś jej o tym nie mówić! – Wykrzyknęła zakłopotana Małgorzata – Aniu, ja cię odwiozę do lekarza nie martw się i nie słuchaj mojego męża… On robi mi tylko na złość…
-Dobrze, pani Blackbert, ale szybko bo ta noga strasznie mnie boli…
                Anna wraz ze swoją przyjaciółką i Panną Blackbert pojechały do szpitala. Lekarz uznał, że to lekkie zwichnięcie i po 2 tygodniach się wyleczy. Zawiązał kolano jakimś dziwnym bandażem i pozwolił iść do domu.
-Aniu, odwiozę Cię teraz do domu, gdyż jak sama słyszałaś Mateusz nie lubi gości… - Powiedziała Małgorzata
-Nie! Proszę! Ja nie mogę, nie dam rady wrócić! Boję się…
-A gdzie masz babcie? – Spytała zdziwiona

-Już jej rano nie było… Nie wiem gdzie może być…