Rozdział VII

- Izzy, moja kochana Izzy… - Szepnęła z płaczem – Co ci podli ludzie ci zrobili! Nienawidzę ich! Zawsze będę ich za to nienawidzić!
                Anna wyjęła z kieszeni drewniane serduszko, które dostała kiedyś od przyjaciółki i położyła jej na bluzce. Postanowiła uciec i powiadomić o morderstwie całe miasto. Gdy biegła do miasteczka usłyszała głośny strzał. Wybiegając zza lasu zobaczyła palący się dom Blackbertów, a dokładnie palące się jego resztki. Małe samoloty latały na niebie, a czołgi zbliżały się w okolice miasta.
-Nie!! Nie!!
Wykrzyczała Ania gdy kula była celowana w dom Andrea. Niestety było za późno. Kula walnęła w dom, a ten rozwalił się jak puzzle. Żołnierze biegli w stronę lasu. Dziewczynka skoczyła w wielką trawę, dzięki czemu uniknęła śmierci. Słyszała jak biegną i mówią o czymś. Nie wiedziała, że właśnie zaczęła się wojna. Bała się niesamowicie. Chciała krzyczeć i płakać, ale nie mogła. Wiedziała, że by została wtedy zamordowana.

-Muszę uciec – Szeptała po cichu dziewczynka – Muszę.. Zrobię to dla wszystkich którzy zmarli i dla anioła i dla mamy… I taty, i nawet babci. Dla wszystkich. Nie zostawię ich tak w potrzebie… Ale i tak to nie ma sensu… Oni nie żyją… Izzy też nie. – Zapłakała gorzko dziewczynka. – Uciekną do lasu…
                Anna zaczęła się czołgać. Było ciemno oraz zimno. Wiedziała, że w każdej chwili mogą skądś nadejść żołnierze. Gdy poczuła, że jest w środku samego lasu wstała i zaczęła biec. Nagle zobaczyła samolot. Rzuciła się najgłębszą dziurę jaką zobaczyła. Tuż pare metrów obok niej została rzucona bomba. Anna wstała i zaczęła uciekać. Byle gdzie by tylko uciekła… Przez parę godzin wędrowała samotnie przez las, dopóki nie usłyszała krzyków.  Był to na pewno inny język niż Polski. Dziewczynka zaczęła ze strachem wspinać się na drzewo. Ręce jej trzęsły się tak niesamowicie, że nie mogła normalnie wejść. Zaczęła rozglądać się. Nie było Ani jednej wysokiej trawy wokół niej. Uciekała, aż nagle przed nią wyszli żołnierze. Złapali ją i najprawdopodobniej kazali jej iść z nimi. Gdy szła za szybko strzelali pistoletem w powietrze, a natomiast gdy za wolno bili ją i kopali. Ania rzewnie płakała. Przypominały jej się wszystkie wspomnienia – Nawet te złe. Nagle zobaczyła miasto. Nie było zniszczone. Dziewczynce zdawało się, że jest w innym kraju z czym się nie pomyliła. Żołnierze zaprowadzili ją do jakiegoś czarnego budynku – do pokoju bez okien, drzwi zakłute były na 7 zamków. W następny dzień Ania obchodziła swoje 14 urodziny. Spędziła je na nauce strzelania pistoletem. Gdy źle strzeliła była bita, a gdy dobrze to nie dostała nawet żadnej pochwały. Codziennie bili ją. Dziewczyna była na skraju wytrzymałości. Modliła się kiedy nikt nie słyszał.